W drugiej części serii o porzuceniu Windows na rzecz systemu Linux przedstawię komputer (oraz jego środowisko towarzyszące), jaki będzie moim modelowym przykładem zastosowania systemu Linux. Poza kwestiami technicznymi postaram się także wytłumaczyć swoje wybory, oraz podzielić się napotkanymi problemami.
| Lista wpisów tej serii: |
Rozdziały drugiej cześci:
Komputer i peryferia.
Komputer, który wykorzystałem do przeprowadzenia migracji (ten sam z resztą, na którym powstaje ten tekst), to już starsza maszyna:
HP ProDesk 400 G4 DM, o konfiguracji:
– Procesor Intel I3-8100T (wbudowana grafika Intel UHD 630).
– 24GB pamięci RAM (DDR4/PC4-2666V).
– Dysk KIOXIA EG6 typu SSD, na szynie M.2 NVMe o pojemności 512GB.
Komputerek jest bardzo małych rozmiarów – 177.03 x 175.0 x 34.29 mm i waży zaledwie 1,2KG. Z kilku powodów nadaje się idealnie do takiej migracji i przetestowania działania systemu Linux.
Jest to model kierowany dla firm (seria ProDesk), a więc przeznaczony do codziennej pracy biurowej. Jest mały, co daje połączenie świata komputerów stacjonarnych oraz laptopów (pamięci RAM w środku są typowymi modelami znajdowanymi w komputerach przenośnych). I najważniejsze, jest to jednostka już dość stara (wydana koło 2018 roku), więc sterowniki powinny być już dopracowane.
Jeżeli chodzi o peryferia zewnętrzne, to w chwili pisania tekstu podłączone były:
– Monitor Lenovo N27q.
– Mysz Logitech M235 Gen2.
– Klawiatura Accura ARTESIA (ACC-K1408).
– Drukarka (w sieci LAN) Brother HL-L3270CDW.
– Zewnętrzny dysk WD Elements (2TB/USB 2.0).
Dystrybucje systemu Linux.

Logo systemów Linux, autorstwa Larry Ewing, Simon Budig, Garrett LeSage - https://isc.tamu.edu/~lewing/linux/, http://www.home.unix-ag.org/simon/penguin/, garrett/Tux on GitHub, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=753970
Z pomiędzy bardzo wielu dystrybucji musiałem balansować pomiędzy wygodą, doświadczeniami (nabranymi w administracji czy konfiguracji serwerów) oraz dopasowaniem do tego co robię na co dzień (czyli zależy mi na w miarę łagodnym przejściu z programów, których używam na jak najbliższe doświadczenia w nowym środowisku). I tutaj wybór uprościłem do tak naprawdę 3 dystrybucji systemu Linux:
Linux Mint – najbardziej przyjazdy dla nowych użytkowników (nie tylko uciekających z Windows, ale w ogóle). Bardzo wygodny, świetne wsparcie dla urządzeń, oraz masa oprogramowania. Bazuje na Ubuntu (który sam w sobie też jest rozbudowaną o własne rozwiązania dystrybucją Debian).
Z Linux Mint łączy mnie też miłe wspomnienie – kiedy pierwszy raz testowałem ten system, zobaczyłem w nim ogromny potencjał, dlatego w 2012 roku dołączyłem do społeczności tłumaczów tego systemu i zająłem się uzupełnianiem, lub dodawaniem brakujących wyrażeń w języku polskim.
Linux Mint posiada własny menadżer okien (Cinnamon) – czyli własny program wyświetlania pulpitu i okienek. Jest bardzo prosty, a jednocześnie posiada całkiem spore możliwości jego konfiguracji.
Strona systemu: linuxmint.com
Q4OS – Kolejna dystrybucja bazująca bezpośrednio na Debianie. Na samym początku bardzo autorom zależało na upodobnieniu środowiska graficznego, do tego z Windows. Co prawda interfejs bazuje na dość popularnym menadżerze okien KDE (Plasma), ale jest on łatwo w obsłudze, posiada dużo możliwości konfiguracji, i pięknie wygląda. Zaletą Q4OS jest jednak to, że jest dość szybki, a także posiada sporo narzędzie upodabniających jego wygląd do okien w systemie Windows. Nawet instalacja programów przypomina tą znana z systemu Windows.
Tutaj także miałem mały epizod polegający na pomocy w tłumaczeniach, ale było to krótko, ponieważ w tamtym okresie nie do końca odpowiadał mi kierunek rozwoju systemu.
Spotkanie z Q4OS to ciekawe doświadczenie, wiele rzeczy jest tam zrobionych w bardzo indywidualny sposób.
Strona systemu: q4os.org
Red Hat Enterprise Linux – System, który w przeciwieństwie do pozostałych nie bazuje na innej dystrybucji, a sam stał się bazą dla wielu innych systemów. Jest rozwijany praktycznie od początku istnienia jądra Linux (1994 rok), i najczęściej sam stanowi bazę dla innych systemów. Kierowany głównie do firm i korporacji, wyposażony w różne narzędzia ułatwiające zarządzanie pojedynczym systemem jak i środowiskami grupowymi. Co za tym idzie, jest do jedyna z wymienionych tu płatna dystrybucja. Wraz z opłatą licencyjną dostajemy jednak – profesjonalne wsparcie producenta, który chętnie pomoże w rozwiązywaniu problemów.
Dzięki zestawowi oprogramowania na stacje robocze, poza serwerami można go także wykorzystać do pracy w trybie graficznym. domyślne środowisko okien to GNOME (projektowane aby poza wykorzystaniem z myszką i klawiaturą było wygodne także na ekranach dotykowych).
Licencja na której opiera się jądro systemu Linux (czy programy podstawowe) wymaga udostępniania jego źródeł (pomimo, że dostęp jest odpłatny – razem z zakupem licencji na używanie), dlatego na bazie RHEL tworzone są inne systemy, w 100% zgodne z pierwowzorem. Takim systemem jest Rocky Linux czy Alma Linux. Zapewniają dokładnie te same wrażenia użytkowania, ale bez wsparcia producenta, oraz specyficznych narzędzi poza samym systemem.
Strona systemu: www.redhat.com
Finalnie, bez wahania do komputera w domu czy biurze zdecydował bym się na Linux Mint. Jest najlepiej przygotowany pod kątem łatwości przejścia z poprzedniego systemu. Jest bardzo dopracowany jeżeli chodzi o wygląd czy łatwość w obsłudze. Świetnie radzi sobie też ze sprzętem w samym komputerze. Ale…
Ale, że najczęściej pracuje z serwerami, gdzie spotykam dystrybucje RHEL (lub jego odpowiedniki), to zdecydowałem się właśnie na ten system. Często pisze skrypty automatyzujące działania w tym właśnie systemie, i będzie to ułatwienie (te same ścieżki, wersje programów, odniesienia do elementów systemu).
Oczywiście wiąże się to z pewnymi niedogodnościami, których mógłbym łatwo uniknąć decydując się na Mint, ale z drugiej strony zyskuję środowisko, które znam "od spodu" bardzo dobrze, co powinno przyspieszyć rozwiązywanie ewentualnych problemów.
Notka dla Linuksowych wyjadaczy, którzy mogli trafić na ten tekst:
Oczywiście mógłbym tu wymienić więcej dystrybucji, które są chwalone i popularne, ale w moim wypadku większość z nich jest po prostu niestabilna, lub zwyczajnie nie sprawdzała mi się w trakcie użytkowania na przestrzeni lat. I mimo, że systemy takie jak Arch, Ubuntu czy Zorin są popularne i zalecane, to są praktycznie nie spotykane w korporacjach czy większych przedsiębiorstwach. Na końcu i tak zwykle znajduje się oprogramowanie, które bez względu na distro działa podobnie.
Pierwsze wrażenia = pierwsze problemy.
1 – Po restarcie powitał mnie ekran logowania, który po wpisaniu poprawnych danych wpuścił mnie do Gnome. I już w tym momencie coś zauważyłem. Nie było żadnych dźwięków. Ani powitania, ani żadnych innych. Sprawdziłem – jak sie okazało, system w ogóle nie widział urządzenia audio. Być może to dlatego, że monitor, z którego korzystam nie posiada własnych głośników, a jedynie wyjście mini-jack, do którego należy je podłączyć. No i te podłączone niestety nie grały.
2 – Po przejściu w stan uspienia komputer się zawieszał i nie mógł wybudzić w żaden sposób. Pomagał dopiero reset. Niestety logi były puste, no ale ma to sens – przecież błąd musiał by zostać zapisany w momencie, w którym dyski są wyłączone.
3 – Odnajdywanie drukarek (sieciowych) w sieci LAN nie działa. System kompletnie nie widzi żadnego urządzenia (drukarka laserowa Brother, i później dodana Canon – termosublimacyjna). Dla testu sprawdziłem w dystrybucjach Fedora i Mint (odpalanych w trybie live z pendrive), i obie te dystrybucje już po starcie z automatu wykryły urządzenia i same dodały odpowiednie sterowniki bez żadnego klikania. Klikanie nawet tutaj nie pomogło.
4 – Dziwne "poziome linie" w edytorach tekstowych np. Kwrite w po utworzeniu pustego dokumentu lub otwarciu pliku. Istniało podejrzenie, że winna jest pamięć RAM.
5 – Brak ikony powiadamiającej o nowych wiadomościach email (aplikacja Thunderbird). Tutaj jest jakiś konfilkt w pracy aplikacji ze środowiskiem Gnome.
6 – Po zmianie środowiska graficznego z Gnome na KDE Plasma, niektóre aplikacje nadal używały domyślnego menadżera plików z Gnome jako domyślnego. Po zmianie aplikacji "domyślnej" w ustawieniach, dodaniu wartości zmiennych środowiskowych, oraz edycji konfiguracji DSUB/MIME w przeglądarce Firefox/Floorp błąd nadal występował (dla pobranych plików). Okazało się, iż jest to znany błąd tej przeglądarki (zgłoszony w 2008 roku) i do dzisiaj nie naprawiony.
7 – Pozostawione w ustawieniach w Gnome powiększenie skalowania w niektórych aplikacjach działało podwójnie (w KDE też ustawiłem). Na szczęście powrót do 100% w Gnome to naprawił, ale było to ciekawe doświadczenie.
8 – Niektóre aplikacje tracą dostęp do ścieżek, z których aktualizowały listę plików (z podmontowanych zewnętrznych źródeł jak dysk sieciowy) – po przelogowaniu użytkownika lub restarcie. Po prostu ściezka podczas montowania zasobu staje się cześciowo "losowa" i tracimy np. zdolność odtwarzania swoich albumów muzycznych z aplikacji, która stworzyła sobie ich bibliotekę.
9 – ogólnie aplikacji w domyślnym repo jest mało. Radą na to sa repozytoria dodatkowe (EPEL, ELRepo oraz RPMForge), oraz aplikacje dystrybuowane w formie pakietów Flatpak, Appimage czy Snap.
10 – Gamepad 8BitDo Ultimate 2 Wireless Controller mimo iż wykryty jako urzadzenie USB nie działał (nie był wykrywany przez żadną aplikację, ustawienia systemu czy gry).
Wstępne podsumowanie.
W momencie pisania tego tekstu, udało mi się rozwiązać większość wymienionych wyżej problemów. Sporo z nich zniknęło po zmianie środowiska graficznego z Gnome na KDE Plasma. Zastanawiam się wręcz, dlaczego tak pokraczne i niewygodne w użytkowaniu środowisko jakim jest obecnie Gnome nadal jest popularne, mimo iż jest to jedno z najgorszych doświadczeń jakie miałem okazję doświadczyń pracująć z różnymi interfejsami użytkownika od czasów ZX Spectrum do dzisiaj. Jedyne, z czym Gnome może konkurować jest interfejs systemów Windows 8.
Jego jedyna zaleta, i to z puktu widzenia wydawcy dystrubicji to chyba fakt, iż domyślnie jest to mega prosty interfejs, z bardzo małymi możliwościami konfiguracji w domyślnej instalacji. Nie odnajduje tu jednak żadnego pozytywy dla użytkownika wykorzystującego graficzny interfejs do zarządzania swoim komputerem.
W kolejnej części tej serii bezpośrednio odnosił sie będę do napotkanych problemów, i jak sobie z nimi poradziłem. Rozwiązania powinny pasować zarówno do dystrybucji źródłowej – RHEL jak i bazujących na jej źródłach – Rocky Linux czy Alma Linux.
| Lista wpisów tej serii: |











